czwartek, 23 lipca 2015

Aga & Sean - ślub w Osadzie Młyńskiej

11 lipca byłam na ślubie Agi i Seana w obłędnym miejscu! Zakochałam się w Osadzie Młyńskiej od pierwszych chwil... Wielka stodoła, w której zrobisz wesele płynące bogactwem i w stylu country, i retro, i bohemian... każde! Właściciele zadbali o każdy centymetr tego miejsca. Będziecie cały czas biegać wzrokiem a i tak nie zliczycie tych doniczek, obrazów, lamp, krzeseł, kanek, kwiatów, obrusów, wieszaków, kubków, talerzy, lampek, latarni, stolików...

Czekam z niecierpliwością na zdjęcia przysłane przez Parę Młodą, a tymczasem dzielę się z Wami kilkoma swoimi, które i tak nie oddają tego, w jak magicznym miejscu spędziłam czas.

Pozdrawiam serdecznie właścicieli Osady, którzy bardzo ciepło mnie przyjęli i w pełni poświęcają się nadawaniu klimatu temu magicznemu miejscu!









Oczywiście nie omieszkam wspomnieć o przewspaniałej Parze! Aga i Sean skradli moje serce. Wpadli na ceremonię niezapowiedzianie, wjechali małym samochodem i po prostu przebiegli pomiędzy Gośćmi. Nie dałam jednak za wygraną i poprosiłam ich o ukrycie się we wcześniej wyznaczonym miejscu. Ku zdziwieniu zebranych, pożegnali się z nimi i pojawili się ponownie, już w towarzystwie odpowiedniej muzyki. Niektórzy Goście trwali przez całą ceremonię we wzruszeniu, inni wyłapywali żarty i rozluźniali atmosferę. Myślę, że najlepiej o ślubie opowiedziała Para Młoda:



Ruszamy w drogę...

Dzięki ślubom co tydzień jestem w innym miejscu Polski. Czy jest to męczące? Pewnie. Ale już cieszę się na myśl o kolejnym weekendzie.



Poznań - Kraków
Wyruszam z Poznania, autostrada, tablica na Wrocław, dalej na Katowice i już jest pięknie. Trasa pomiędzy Wrocławiem a Krakowem jest zdecydowanie zachwycająca. Jadąc prostą, szybką drogą łatwo jest skupić się jedynie na tym, co widzimy przed sobą i co jest ograniczone szarymi barierkami z dwóch stron. A wystarczy spojrzeć trochę w prawo i w lewo, aby nasza nudna podróż zmieniła się w coś przyjemnego. Jadąc do Krakowa, widzę polany, wzgórza, lasy ciemne i lasy bardzo rzadkie. Czasem kawałek wysuszonej ziemi. Gdzieś tam jest pole pełne połamanych drzew. Dwa razy zdarzyło mi się zobaczyć dziki.
W radiu słyszę ostrzeżenia, że gdzieś po drodze będą utrudnienia, oczywiście, że się irytuję. I denerwuję się stojąc w korku. Na szczęście, tuż przed Krakowem popatrzę jeszcze na las i trochę odpocznę.


Poznań - Częstochowa
Droga do Częstochowy jest trochę inna... Najpierw pędzę porządną autostradą, a później przeskakuję z miasteczka do miasteczka, mijam po drodze małe wioski, potem wpadam na puste drogi, otoczone polami. Ale ponad wszystko - widzę krowy: biało-czarne, rude, czarne, duże i małe, wolne i przywiązane. I kozy, we wszystkich możliwych kolorach. A przed Uniejowem muszę przepuścić spokojnie spacerujące po ulicy kury.
Ostatnia podróż powrotna została urozmaicona przez wichury, które kładły drzewa i gałęzie na mojej drodze. Na szczęście, pogoda zdążyła już się uspokoić.

Joanna

sobota, 11 lipca 2015

Najlepszy zawód na świecie?

To chyba nasz! Niedawno to do mnie dotarło - trudno wyobrazić sobie lepszą pracę niż ta, którą się zajmujemy.


Po pierwsze i najważniejsze - to, co robimy, uszczęśliwia wielu ludzi. Widok wzruszenia na twarzach naszych Par Młodych, ich serdeczne podziękowania - trudno o większą satysfakcję i nagrodę.


A przecież samo prowadzenie ceremonii jest bardzo przyjemne. Kto by nie chciał znajdować się co weekend w innym interesującym miejscu w Polsce (zamku, pałacu), często w pięknie udekorowanych plenerach, otoczony ludźmi, którzy są radośni i uśmiechnięci? Bo przecież to ślub, wesele, każdy jest zadowolony!


Zatem... dziękujemy naszym Parom!

środa, 8 lipca 2015

Ceremonia Marii i Bernta

Ostatni weekend spędziłam w pięknym miejscu - Hotelu Crown Piast w Krakowie. Poprowadziłam tam ceremonię Marii i Bernta. Dzień przed ceremonią zrobiliśmy małą próbę, ustaliliśmy ostatnie szczegóły, aby później zrelaksować się w ogrodzie. Podczas kolacji miałam okazję porozmawiać z Gośćmi z Norwegii i Stanów Zjednoczonych. Uwielbiam takie chwile, gdy mogę poznać osoby z kompletnie innych krajów i w trakcie dyskusji widzimy, co nas łączy, a co różni. Chętnie wsłuchuję się wtedy w opowieści o tym, jak w różnych kulturach przeprowadza się zaślubiny - za każdym razem zyskuję nową wiedzę, którą następnie chętnie wykorzystuję w pracy. :)

Dziękuję Marii i Berntowi za ciepłe przyjęcie i wspólnie spędzony czas. Myślę, że jeszcze się gdzieś spotkamy!