środa, 27 lipca 2016

Historia miłości Agaty i Maikela

Przedstawiamy Wam kolejną, bardzo romantyczną historię poznania jednej z Par, której miałam zaszczyt poprowadzić ceremonię humanistyczną. Agata urzekła mnie swoją otwartością, poczuciem humoru i pozytywną energią, która była przez cały czas mocno obecna w trakcie ślubu. Maikel, bardziej powściągliwy, ale także spokojny i pogodny. Stanowią idealny duet! :)

Agata i Maikel poznali się w niekoniecznie typowych okolicznościach. Było to 27 grudnia 2010 roku, kiedy Maikel zalogował się na stronie chat-roullete, by pokazać ją znajomemu, który o niej nie słyszał. W tym samym czasie Bartek, brat Agaty, miał ten sam pomysł i wszedł na portal. Jednak po tym, jak został odrzucony przez wylosowaną dziewczynę, wpadł na pomysł, aby posadzić przed kamerką swoją siostrę i kuzynkę Sonię, z nadzieją, że ta dziewczyna będzie chciała z nimi rozmawiać. I wtedy on zamierzał się przyłączyć. Niestety, Agata wylosowała Maikela i jak się okazało, od razu złapali świetny kontakt.

fot. Uchwycić moment

I rozmawiali tak przez dwa lata. Żadne z nich nie spodziewało się, że będą mieli okazję spotkać się na żywo. Dopóki Bartek nie zaproponował jej wspólnego wyjazdu do Holandii. Bartek wyjechał z myślą zarobienia pieniędzy, a Agata wakacji.

Maikel był zaskoczony, kiedy zobaczył, że Agata wrzuca na Facebooka zdjęcia z Efteling. Nie minęło wiele czasu, Agata i Maikel umówili się na spotkanie w Eindhoven. Pierwsze spotkanie dwojga przyjaciół, którzy nie mieli okazji spotkać się w rzeczywistości. Klasyczne, kubek kawy, kolacja w włoskiej restauracji… I kilka uwag Bartka, który był wyraźnie zaniepokojony tym, że „ten koleś” ma spotkać się z jego siostrą. Agata cierpliwie odpowiadała „to tylko przyjaciel, Bartek, tylko przyjaciel”.

Tak jak dobrze się dogadywali wirtualnie, tak samo dobrze im szło w realnym świecie. Na drugie spotkanie umówili się w Rotterdamie. To tam po raz pierwszy spotkały się ich dłonie i coś zaiskrzyło. Spędzili romantyczny weekend w Valkenburg, a weekend trochę się przedłużył.

fot. Uchwycić moment


Maikel przedstawił Agatę swojej rodzinie, pokazał co to jest holenderskie gourmetten i jak smakują bułki z rodzynkami zwane krentenbollen. Podczas świąt Bożego Narodzenia, Maikel poznał rodzinę Agaty, w Polsce. Oczywiście, Staszek, ojciec Agaty, zrobił Maikelowi żart i zamiast jechać prosto na ulicę Willową, wjechał w głąb ciemnego lasu. Chciał go przestraszyć, że najbliższe tygodnie spędzi w tak dziwnym miejscu. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Maikel rozsmakował się w polskiej tradycyjnej kuchni. Spróbował pierogów, polskiej wódki i kapusty (w przerażających ilościach).

fot. Uchwycić moment
                            

Od tego czasu minęło kilka lat, wypełnionych przyjemnymi wycieczkami do Polski, wakacjami w górach, Grecji i Meksyku. To właśnie w Meksyku, w 2014 roku, podczas miłej kolacji na plaży, Maikel oświadczył się Agacie. Gdy Agata otrząsnęła się z wielkiego szoku, powiedziała tak.


fot. Uchwycić moment

poniedziałek, 18 lipca 2016

Ślub humanistyczny Hani i Piotra

1 lipca miałam przyjemność prowadzić ślub w plenerze Hani i Piotra. Państwo Młodzi postanowili podzielić się z Wami swoją historią poznania.


Hania i Piotr poznali się w 2009 roku, na pierwszym roku studiów. Ona studiowała historię nauczycielską, on kulturę i myśl polityczną. Mogliby się wcale nie spotkać, na szczęście zostali przydzieleni do tej samej grupy z lektoratu języka angielskiego. Podczas zajęć jeden z chłopców wpadł Hani w oko. I nie, to nie był Piotr! Chociaż przez długi czas Hania myślała, że to był właśnie on.

Początkowo nic nie zapowiadało długiej znajomości. Jednego razu, gdy trwało kolokwium i zarówno Piotr jak i Hania, skończyli nieco wcześniej niż reszta grupy, ona próbowała dopytać go o pewne zadania i wysłać odpowiedzi SMS-em koleżankom, które były gorzej przygotowane i nadal siedziały w środku, głowiąc się nad zadaniami. Piotr przyznaje, że odpowiadał wtedy dość obcesowo, niechętnie wskazując, że "ostry" to po angielsku "sharp".

Kiedy nasza Para miała okazję spotkać się ponownie? Na imprezie w akademiku Babilon. Tam też się lepiej poznali i wymienili numerami telefonów. Piotrek wymyślił wtedy, że potrzebuje jej numeru pod pretekstem wymiany notatek z zajęć, co oczywiście zadziałało znakomicie.


9 stycznia, dzień po imprezie. A tym razem, jak to wyglądało?

Oczywiście, Hania nie mogła się na niczym skupić w pracy. Co sekundę sprawdzała telefon, czy nie przyszedł SMS... Ten złośliwie milczał, a ona rozmyślała o minionej nocy... W godzinach późno popołudniowych, kiedy straciła już nadzieję, przyszedł on! SMS! Z zapytaniem, czy się spotkają. I tak, spotkali się następnego dnia w knajpie, której nazwy obydwoje nie pamiętają. Hania wspomina, że miejsce to było niesamowicie dziwne, a kawa kosztowała tam złotówkę! Przyznaje, że to była najtańsza i jednocześnie najlepsza kawa, jaką kiedykolwiek piła. Oczywiście, nie pamięta jej smaku, ale wie, że była najlepsza. Piotr za to twierdzi zupełnie inaczej. Pozwolę sobie zacytować: „Była oczywiście obrzydliwa, ale nie obciążała studenckiego portfela. Zresztą, był to chyba pierwszy raz w życiu, gdy wypiłem całą filiżankę kawy.” O czym rozmawiali podczas tej kawy? Hania nie pamięta, ale wie, że było bardzo miło...

Na kolejną randkę Hania zabrała ze sobą trzygodzinny dramat wojenny. Tak, proszę Państwa, tak było. I teraz, cytując Hanię: „Wydawało mi się, że skoro historyk... to film wojenny będzie dobry. W końcu raz go już widziałam i końcówka była rewelacyjna! Początku nie pamiętam, bo mi się przysnęło, ale końcówka była dobra! Byłam wtedy ubrana w jeansy, czarny golf i czarną tunikę. Do dzisiaj jest mi wypominany ten wieczór! Zupełnie nie rozumiem dlaczego.”

Jak na prawdziwych studentów przystało, ukrywali się przez jakiś czas na uczelni, aby nikt o nich nie wiedział. Potem stało się to zabawne i ludzie zaczęli dostrzegać, że coś ich łączy i podpytywać, czy są razem. Piotr powiedział mi na ten temat coś więcej: „Na wykładach nie siadaliśmy koło siebie. Nikt ze znajomych przez pierwszych kilka tygodni o niczym nie wiedział. Czasem trochę mnie to niepokoiło. W trakcie najnudniejszych zajęć z całych pięciu lat studiów, czyli na prahistorii, nie mogłem oderwać od niej wzroku, a ona uporczywie wpatrywała się to w prowadzącego, to w zeszyt, to błądziła wzrokiem po sali - gdy napotkała moje oczy, natychmiast się odwracała. Marginesy jej notatnika były wypełnione rysowanymi z nudów kwiatami.


Na zakończenie, Hania dodała, że przez ładnych parę lat koleżanki dręczyły ją pytaniami: „Hania, a czy to jest ten?”, „Hania, a czy Ty jesteś pewna, że to ten?”, „Hania, a skąd wiesz, że to ten?” Na każde z tych pytań odpowiadała, że nie wie, bo co to za "ten" i skąd miała wiedzieć, że to "ten"? Ale dzisiaj już wie, to ten. :)

A jak swoją opowieść zakończył Piotr? „I tak, krok po kroku, ten cement sechł.” Z tym Państwa pozostawimy. :)

zdjęcia: Tomasz Mikurda Videolook



niedziela, 17 lipca 2016

Polacy przekonują się do ślubów humanistycznych

Ślub Kasi i Jarka, Lublin
fot. Marcin Kańtoch


Ostatnie kilka tygodni nas zaskoczyło. Zaobserwowaliśmy bardzo pozytywną przemianę, która wydaje nam się nagła... Mianowicie, Polacy wyraźnie przekonują się do ślubów humanistycznych!

Nie mówimy tu o naszych polskich Parach, bo one oczywiście są zazwyczaj przekonane do tego rodzaju ceremonii od początku, kiedy decydują się na nasze usługi. Mamy na myśli zaproszonych Gości. Do tej pory słyszeliśmy ciepłe słowa najczęściej ze strony Gości zza granicy - Polacy bywali zdystansowani.

Natomiast ostanie kilka ślubów pokazało nam, że szybko postępuje jakaś zmiana w świadomości naszych rodaków. Co więcej, to nie tylko przychylne opinie osób młodych, ale przede wszystkim - starszych! Nareszcie słyszymy, jak polscy Goście doceniają istotę naszego działania - że jaki ładny ślub w plenerze, że taki nietypowy, że nigdy na takim nie byli. Wyjątkowość i jednostkowość wydarzenia jest cechą ślubu, na którą niewątpliwie coraz bardziej zwraca się uwagę.

Oby tak dalej!