niedziela, 29 listopada 2015

A w następnym odcinku...

Witajcie! Chwilę nas nie było, ale to nie oznacza, że Ślub Humanistyczny nie działa, nie pracuje. Wręcz przeciwnie! Zgodziliśmy się już na przeprowadzenie kilkunastu ceremonii w przyszłym roku :). Jak zwykle odwiedzimy Trójmiasto (Gdańsk w naszym segregatorze z napisem "2016" już teraz pojawia się dwa razy), czyli naprawdę gorący punkt na mapie ślubów humanistycznych. Oczywiście przyjmie nas też Kraków. Joanna mówi, że jest już w stanie do niego dojechać z zamkniętymi oczami... :)

Co zaskakujące, w naszym rodzimym Poznaniu ceremonie prowadzimy rzadko. Na pewno z czasem się to zmieni i stolica Wielkopolski również otworzy się na tego typu uroczystości. Obserwujemy natomiast ciekawy trend - zgłasza się do nas o wiele więcej Par polskich niż to miało miejsce w zeszłym roku. Wtedy większość stanowiły związki mieszane narodowo.

W trasę ponownie ruszamy już w marcu. Znów przed nami kilometry do pokonania, ale to niewielka cena za radość i dobrą energię, którą odbieramy za każdym razem od Państwa Młodych. To przecież jeden z najlepszych dni w ich życiu :).



zdjęcie: Marek Podolczyński

piątek, 6 listopada 2015

Ceremonia nadania imienia

Dla wszystkich naszych Par - i nie tylko - mamy nową propozycję. Ceremonia nadania imienia czy też ceremonia powitania to sposób na włączenie nowo narodzonego dziecka do rodziny w wyjątkowy sposób. Ponownie - dokładnie w taki, jaki sobie Państwo wymarzyli. Potrzeba obrzędu, ceremonii, nie jest tu ograniczona przez ramy, jakie narzuca chrzest w kościele. Uroczystość może odbyć się w dowolnym miejscu, a Rodzice i Życiowi Opiekunowie mogą poświęcić się swojemu dziecku we własnych słowach. Zapraszamy do przeczytania: http://www.slub-humanistyczny.pl/ceremonie-powitania/ oraz kontaktu.


środa, 14 października 2015

Przyłapani

Niedawno otrzymaliśmy od jednej z tegorocznych Młodych Par zdjęcia z jej ślubu z naszym udziałem. Musimy przyznać, że tak nas jeszcze nikt nie przyłapał. Dlatego gratulujemy Markowi Podolczyńskiemu prawdziwie reportażowego oka.

Wracając do fotografii, doskonale oddaje ona wszystko to, czego nie widać w przygotowywanych przez nas ślubach. Kulisy, behind the scenes :). Czyli przede wszystkim podróże, podróże i jeszcze raz podróże. Walizki, pokrowce na garnitury i sukienki. Długie dojazdy na miejsca ceremonii. Na zdjęciu jesteśmy już prawie na miejscu :).

Jeśli chcecie, abyśmy przyjechali też do Was i już wystrojeni poprowadzili Waszą ceremonię, odwiedźcie naszą stronę slub-humanistyczny.pl i poznajcie szczegóły. Czekamy na Was.


wtorek, 8 września 2015

Moda na sukces... ślubny. Kwiaty?

Jesteśmy w środku fali upałów. Afrykańskie warunki pasowały bardziej do safari niż do podróży na ślub w Polsce. Ale nie dałem się zwieść półpustynnym fatamorganom i skupiony dotarłem na ślub bardzo fajnej Pary, która poznała się jeszcze w gimnazjum -  Basi i Darka. Wybrali sobie oni na ślub wspaniałe miejsce – Ogród Botaniczny w Lublinie.


W cieniu rozłożystych, starych drzew upał doskwierał jakby mniej. Pięknym pomysłem okazał się wybór miejsca – w zakątku bogatym we wszelkie zdobne kwiaty, w tym z pokaźną rabatą kwiatów jednorocznych. Nie tylko biel sukni Panny Młodej wspaniale komponowała się z zielenią trawy, ale również różnokolorowe stroje licznych gości skąpane w bogactwie kwiatowych odcieni dodawały całej scenie jakiegoś niecodziennego blasku. Zamiast jednokolorowych bukiecików ciętych kwiatów, które często zdobią ławki gości na weselach, lub oddawać całą scenerię ślubnej bieli, warto być może wymarzyć sobie właśnie takie oszałamiające przebogactwo kolorów i słodkiej woni, którą zapewnić mogą tylko żywe kwiaty? Korzyści? Poza byciem eko i możliwością restrukturyzacji ślubnych wydatków (zawsze jest na co oszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć), sprawimy wielką radość zmysłom estetycznym gości oraz ułatwimy pracę fotografom. A celebrantom umilimy upalne dni :).

Damian Wesołek


wtorek, 4 sierpnia 2015

Ślub Natalii i Jamesa

"Chciałam bardzo podziękować za całą ceremonię, 
było idealnie, nawet lepiej, niż sobie to wyobraziliśmy." 
Natalia i James

Dziękujemy Parze Młodej za ciepłe słowa i cieszymy się, że przyczyniliśmy się do kolejnego pięknego wkroczenia na nową drogę życia...




Ceremonia Kasi i Krzysztofa - relacja Damiana :)

Ślub z Weną – Kasia i Krzysztof

To był ślub wart zapamiętania. To był ślub z weną (i Weną), który zaskoczyłby i zachwycił najbardziej doświadczonego celebranta. Już tłumaczę...

Po pierwsze, był to ślub z weną – ceremonia i następujące po niej wesele aż skrzyło się od iskierek inwencji, w czym zasługę ma wyjątkowo pomysłowa para, Kasia i Krzysztof. A po drugie, był to ślub z Weną... czyli suczką golden retriver należącą do Młodej Pary. ;)

Hotel Barczyzna, nie tak znowu daleko od Poznania, naprawdę zachwyca – idealny na wesele, idealny na ślubne przygotowania. Pan Młody przed ceremonią był zrelaksowany i wypoczęty, miał czas na nadanie ostatnich szlifów indywidualnej przysiędze małżeńskiej. A Panna Młoda? Ciii, to tuż przed ślubem największa przecież tajemnica...



Nieopodal hotelu - w zasięgu spaceru dla osób w każdych, najwyższych nawet szpilkach - nad uroczym stawem, przygotowano miejsce ceremonii. Krzesła gości, którzy dostali w ramach zaproszenia cudownie szczegółową i zabawną rozpiskę, grę planszową i historie poznania się Młodej Pary w jednym (chociaż nie na jednej kartce ;) ), ustawione zostały w kształt serca, którego zwieńczeniem były oczywiście miejsca Pary Młodej.



Zaprosiłem Parę Młodą, która wkroczyła wspólnie do dźwięków muzyki, i odsunąłem się w cień – pierwsza część ceremonii była ślubem cywilnym prowadzonym przez panią urzędnik stanu cywilnego z pobliskiej Nekli. Po złożeniu formalnych podpisów przeszliśmy do głównej ceremonii – atmosfera się odrobinę rozluźniła, a do Pary Młodej dołączyła suczka Wena, zgodnie warując u stóp Panny Młodej do końca ceremonii.

Był to koncert nietuzinkowych osobowości i poczucia humoru Młodej Pary. Oboje przedstawili własne, szczegółowe wersje poznania (nie muszę chyba dodawać, że delikatnie się między sobą różniły :p), których dopełnieniem były anegdoty z życia zakochanych, które doskonale ilustrowały zgodność Młodych i ich wzajemne oddanie.



Najważniejszy moment ceremonii wywołał silne wzruszenia – głębokie, osobiste przysięgi były czystym wyrazem miłości i wzajemnego zrozumienia. Widziałem w rękach gości kilka chusteczek przytykanych do oczu... Uśmiechu przysięgom dodała radośnie pomachująca ogonem Wena, która w pysku przyniosła koszyczek z obrączkami :)



Mówimy zazwyczaj, że Para Młoda wraz z małżeństwem wkracza na nową drogę życia. Krzysztof i Kasia wkroczyli co najmniej na Drogę Mleczną, jeśli nie na dalsze galaktyki. Wychodząc przy wtórze marszu z Gwiezdnych Wojen i wraz z orszakiem dotarli do sali weselnej tematycznie odwołującej się do słynnych filmu Georga Lucasa – każdy z gości miał zarezerwowane miejsce w jednym z niezapomnianych statków kosmicznych pojawiających się w Gwiezdnych Wojnach. Jestem przekonany, że zabawa na tym weselu była nieziemska! ;)


P.S. Pozdrowienia dla Ani! :p

czwartek, 23 lipca 2015

Aga & Sean - ślub w Osadzie Młyńskiej

11 lipca byłam na ślubie Agi i Seana w obłędnym miejscu! Zakochałam się w Osadzie Młyńskiej od pierwszych chwil... Wielka stodoła, w której zrobisz wesele płynące bogactwem i w stylu country, i retro, i bohemian... każde! Właściciele zadbali o każdy centymetr tego miejsca. Będziecie cały czas biegać wzrokiem a i tak nie zliczycie tych doniczek, obrazów, lamp, krzeseł, kanek, kwiatów, obrusów, wieszaków, kubków, talerzy, lampek, latarni, stolików...

Czekam z niecierpliwością na zdjęcia przysłane przez Parę Młodą, a tymczasem dzielę się z Wami kilkoma swoimi, które i tak nie oddają tego, w jak magicznym miejscu spędziłam czas.

Pozdrawiam serdecznie właścicieli Osady, którzy bardzo ciepło mnie przyjęli i w pełni poświęcają się nadawaniu klimatu temu magicznemu miejscu!









Oczywiście nie omieszkam wspomnieć o przewspaniałej Parze! Aga i Sean skradli moje serce. Wpadli na ceremonię niezapowiedzianie, wjechali małym samochodem i po prostu przebiegli pomiędzy Gośćmi. Nie dałam jednak za wygraną i poprosiłam ich o ukrycie się we wcześniej wyznaczonym miejscu. Ku zdziwieniu zebranych, pożegnali się z nimi i pojawili się ponownie, już w towarzystwie odpowiedniej muzyki. Niektórzy Goście trwali przez całą ceremonię we wzruszeniu, inni wyłapywali żarty i rozluźniali atmosferę. Myślę, że najlepiej o ślubie opowiedziała Para Młoda:


video

Ruszamy w drogę...

Dzięki ślubom co tydzień jestem w innym miejscu Polski. Czy jest to męczące? Pewnie. Ale już cieszę się na myśl o kolejnym weekendzie.



Poznań - Kraków
Wyruszam z Poznania, autostrada, tablica na Wrocław, dalej na Katowice i już jest pięknie. Trasa pomiędzy Wrocławiem a Krakowem jest zdecydowanie zachwycająca. Jadąc prostą, szybką drogą łatwo jest skupić się jedynie na tym, co widzimy przed sobą i co jest ograniczone szarymi barierkami z dwóch stron. A wystarczy spojrzeć trochę w prawo i w lewo, aby nasza nudna podróż zmieniła się w coś przyjemnego. Jadąc do Krakowa, widzę polany, wzgórza, lasy ciemne i lasy bardzo rzadkie. Czasem kawałek wysuszonej ziemi. Gdzieś tam jest pole pełne połamanych drzew. Dwa razy zdarzyło mi się zobaczyć dziki.
W radiu słyszę ostrzeżenia, że gdzieś po drodze będą utrudnienia, oczywiście, że się irytuję. I denerwuję się stojąc w korku. Na szczęście, tuż przed Krakowem popatrzę jeszcze na las i trochę odpocznę.


Poznań - Częstochowa
Droga do Częstochowy jest trochę inna... Najpierw pędzę porządną autostradą, a później przeskakuję z miasteczka do miasteczka, mijam po drodze małe wioski, potem wpadam na puste drogi, otoczone polami. Ale ponad wszystko - widzę krowy: biało-czarne, rude, czarne, duże i małe, wolne i przywiązane. I kozy, we wszystkich możliwych kolorach. A przed Uniejowem muszę przepuścić spokojnie spacerujące po ulicy kury.
Ostatnia podróż powrotna została urozmaicona przez wichury, które kładły drzewa i gałęzie na mojej drodze. Na szczęście, pogoda zdążyła już się uspokoić.

Joanna

sobota, 11 lipca 2015

Najlepszy zawód na świecie?

To chyba nasz! Niedawno to do mnie dotarło - trudno wyobrazić sobie lepszą pracę niż ta, którą się zajmujemy.


Po pierwsze i najważniejsze - to, co robimy, uszczęśliwia wielu ludzi. Widok wzruszenia na twarzach naszych Par Młodych, ich serdeczne podziękowania - trudno o większą satysfakcję i nagrodę.


A przecież samo prowadzenie ceremonii jest bardzo przyjemne. Kto by nie chciał znajdować się co weekend w innym interesującym miejscu w Polsce (zamku, pałacu), często w pięknie udekorowanych plenerach, otoczony ludźmi, którzy są radośni i uśmiechnięci? Bo przecież to ślub, wesele, każdy jest zadowolony!


Zatem... dziękujemy naszym Parom!

środa, 8 lipca 2015

Ceremonia Marii i Bernta

Ostatni weekend spędziłam w pięknym miejscu - Hotelu Crown Piast w Krakowie. Poprowadziłam tam ceremonię Marii i Bernta. Dzień przed ceremonią zrobiliśmy małą próbę, ustaliliśmy ostatnie szczegóły, aby później zrelaksować się w ogrodzie. Podczas kolacji miałam okazję porozmawiać z Gośćmi z Norwegii i Stanów Zjednoczonych. Uwielbiam takie chwile, gdy mogę poznać osoby z kompletnie innych krajów i w trakcie dyskusji widzimy, co nas łączy, a co różni. Chętnie wsłuchuję się wtedy w opowieści o tym, jak w różnych kulturach przeprowadza się zaślubiny - za każdym razem zyskuję nową wiedzę, którą następnie chętnie wykorzystuję w pracy. :)

Dziękuję Marii i Berntowi za ciepłe przyjęcie i wspólnie spędzony czas. Myślę, że jeszcze się gdzieś spotkamy!



wtorek, 16 czerwca 2015

Ślub brytyjsko-polski

Jeszcze kilka słów o dwujęzycznym ślubie Justyny i Alexa. Pisaliśmy już o nim co nieco na naszym fan page'u, ale to za mało, bo działo się tak dużo!

Po ceremonii tłumaczyliśmy przemówienia rodziców Pana Młodego, Panny Młodej oraz świadka - zgodnie z brytyjską tradycją miały one bowiem swoje miejsce w programie wesela. Następnie jeden z zagranicznych Gości poprosił nas o tłumaczenie podczas jego rozmowy z rodzicami Justyny. Opowiadał sporo o swoich biznesowych związkach z Polską i Rosją. Wspomniał między innymi, że kiedy w latach osiemdziesiątych był w interesach w Petersburgu, wszystkie sprawy formalne musiał załatwiać z asystentem mera. A był nim... Vladimir Putin! :)


Uśmiechnęliśmy się jeszcze raz, kiedy w kilka dni po ślubie spotkaliśmy wspomnianego best mana w Starym Browarze w Poznaniu :). Okazało się, że krewni nadal spędzają czas w Polsce. Chyba nigdy jeszcze nie nasłuchaliśmy się tylu pochwał! Zarówno świadek, jak i rodzice Panny Młodej oraz inni Goście byli bardzo zadowoleni z koordynacji uroczystości w wykonaniu Joanny i moim, prowadzenia ślubu i naszego angielskiego. No cóż, to tylko motywuje i potwierdza, że mamy najlepszą pracę na świecie!

A tu jeszcze zdjęcia z samej ceremonii, autorstwa pani Arletty Cwaliny.